Dołącz do 711 zarejestrowanych graczy! ZAREJESTRUJ SIĘ

Messer Domenedd - Profil gracza w Vallheru

Zobacz gracza o ID:
Messer Domenedd (168)
  • Mieszkaniec

Lokacja:
Ostatnio widziany: Zobacz (około 338 dni temu)

Wiek: 340
Poziom: 1
Immunitet: Brak
Rasa:
Klasa:
Status: Żywy
Maksymalne PŻ: 30
Vallary: 0
Osiągnięcia: 2

Wyniki: 0/0
Ostatnio zabity/a: –
Ostatnio zabity przez: –


Wyświetlenia: 5

Starość, wbrew słowom starców, nie ma w sobie niczego pozytywnego.
Zwłaszcza gdy ostatnie dwie dekady spędziłeś w słynnej terianskiej Dolnej Wieży.
W celi tak niskiej, że nijak w niej usiąść ani wstać. Można jeno pałzac.
Kara Dolnej Wieży to pogrzebanie żywcem. Czas odmierzany rosnąca strata własnych odchodów. Agonia w wiecznej wilgoci, dwa postne posiłki dziennie i od czasu do czasu wpierdol od strażników. Wpierdol, którego wyczekujesz z nadzieją, albowiem będzie to dzień w którym zobaczysz wreszcie ludzka twarz.
Ciężarem jest świadomość, że zasłużyłes na coś o wiele gorszego.

Wywlekli go z celi, szarpiac za resztki zgniłego od wilgoci odzienia. Poprowadzili do pokoju położonego tak daleko, iż zdawało mu się że nigdy tam nie dojda.
Wcale nie ucieszył się na widok pachnącej mydlinami misy z ciepłą wodą. Był przekonany, że to jakaś nowa forma tortur. Albo że w tej parujacej balii strażnicy zwyczajnie go utopia.
Umyli go przemocą. Przy goleniu również nie silili się na delikatność. Wyszedł z pokoju czysty i ogolony, lecz z licznymi skaleczeniami na twarzy
Z niemym rozbawieniem skonstatowal, że całe to wydarzenie było najmilsza rzeczą jaką spotkała go od niepamiętnych czasów.

Wkurwial go ten cały Messer Domenedd. Widywal go rzadko, praktycznie tylko wtedy, kiedy jego chłopcy spuszczali bialowlosemu łomot.
Irytowalo go to, że mimo potwornego traktowania nie zdołał złamać w Messerze ducha. Więzień, owiniety cuchnacymi resztkami odzienia, przeraźliwie wychudzony i ledwie żywy z wycienczenia, trzymał się iście po pańsku. Z wysoko uniesiona głowa i nieruchoma twarza. Zupełnie jakby to on przyszedł stanowić o życiu i śmierci Naczelnika, nie na odwrót.
- Siadaj, Domenedd
- Pan Naczelnik wybaczy, ale postoję - Więzień uśmiechnął się iście po wilczemu. Miał zdumiewająco zdrowe zęby. Pewnikiem zasługą elfiej krwi, która w nim płynęła.
- Generał Bleake nie żyje.
Brwi Messera zmarszczyly się ironicznie
- Grajcie surmy anielskie! Jednego skurwysyna mniej.
- Nie rozumiesz, kretynie? Jesteś wolny
- I tak bym stąd wyszedł. Wyrok prędzej czy później musi dobiegac końca, Naczelniku. Ty powinieneś wiedzieć o tym najlepiej.
- Siadaj Domenedd. I nie wkurwiaj mnie, psia twoja mac! - Naczelnik huknal pięścią w blat biurka a bialowlosy, o dziwo, posłusznie usiadł na całkiem wygodnym krześle.
- Gdyby Bleake żył, wyszedlbys stąd tylko po to, żeby przyjac na głowę worek A na szyję stryczek. Rozumiesz? Ja na jego miejscu też bym ci nie odpuścił, wszak zabiles jego...
- Wiem kurwa, co zrobiłem. Nie musicie mi przypominać. - Przez twarz Messera przemknal ledwo dostrzegalny cień. Więzień wsparł głowę o wychudzone dłonie. Wszystko co przeżył tego dnia zaczynało powoli zbierać żniwo. Czuł się wyczerpany. O krok do śmierci.
- Co ze mną zrobicie? Zabijecie wreszcie? Zlecicie swoim pacholkom znowu mnie pobić?
Ostrzegam, mój panie. To będzie ostatnie bicie jakie mi zafundujecie. Nie przeżyje go... - Messer spojrzał Naczelnikowi prosto w oczy. Nawet w najsmielszych snach nie pomyślał, że oto....


Odzyskał wolność. Po dwóch dekadach pogrzebania żywcem odzyskał życie.
Świat nie zmienił się zbytnio.
Ulice nadal cuchnely wylewaną do rynsztoka zawartością nocnikow.
Wszetecznice dalej okupowaly rogatki, prezentujac przechodniom swoje wątpliwej jakości wdzięki.
Wszelkiej maści kieszonkowcy nadal przemykali między przekupniami na placu targowym, tnac sakiewki przy pasach mieszczan z bezczelnościa wynikajaca z bezkarności.
Messer szedł przed siebie, obserwując to wszystko bez nijakiego wzruszenia.
Ze zdumieniem skonstatowal, że w rzeczywistości zamienił jeden rodzaj piekła na drugi
Trzeba było dwóch krzyżykow Dolnej Wieży, by pojął tą uniwersalną prawde.
Piekło to zawsze piekło. Piekło tam, gdzie jeszcze przed chwilą gnił za życia.
Piekło tu, gdzie świat poszedł do przodu, zostawiwszy go mocno z tyłu.
Świat hermetyczny i ścisły, ograniczony jeno do jednego prawa, którego nie wyrzekl się, cierpiac upodlenie.
Miał prawo do zemsty. Do sprawiedliwości. Do prawdy.
Jedyną sprawiedliwościa jaka znał było odbieranie zycia winnym.
Z żądzy zemsty w niepamięć rzucił rady mędrszego od siebie. Nie umiał wyrzec się nienawisci i w niwecz puścił teze, że prawdziwą siłą est wybaczenie.
Zemsta, chociaż ulotnie krucha, zawsze smakowała mu dużo lepiej.

Długo tułał się bez celu. Jednakże, gdy głód na poważnie zajrzał mu do rzyci, postanowił zrobić użytek z dawnych umiejętności.
Skroil dwóch, może trzech bogu ducha winnych mieszczan. Pieniędzy wysuplanych ze kradzionych sakiewek wystarczyło na porządny obiad i kupno byle jakiego wałacha.

- Messer.... - Bertolli nijak nie potrafił zapanować nad opadajaca ze zdumienia szczeka. Wyglądał jakby zobaczył ducha.
Ì faktycznie, miał prawo się tak poczuć. Pochowal przyjaciela dwie dekady wcześniej. Pogodził się z tym, że nigdy już się nie zobaczą.
- Daj coś do jedzenia, dobrze? - Widmo Messera Domenedd opadlo na najbliższą lawe, przymknawszy oczy.
Bialowlosy wyglądał tragicznie. Zdawał się składać jeno z samej skóry, kości i ścięgien.
Lodowate, gadzio nieruchome oczy zapadły się w czaszce. Poza tym Messer postarzal się wyraźnie, co w przypadku polelfa było rzeczą niecodzienną. Mimo to Bertolli nie potrafił oderwać od niego oczu.
- Myślałem, że nie żyjesz.
- Przyjmij tedy, że wlasnie wstałem z martwych...

Messer wyraźnie odzyl na wikcie Bertolliego. Nigdy nie imponowal sylwetka, nawet w najlepszych czasach. Zawsze był szczupły. Barczysty i pleczysty, owszem, daleko mu było jednakże do atlety.
Odzyskał charakterystyczny, kocio sprężysty krok. Odziany na powrót w typowa dla siebie cwiekowana kurtę i elfie, wysoko sznurowane buty niemal przypominał siebie sprzed dwudziestu lat. Brakowało mu tylko...
- Tylko miecza mi brakuje, Bertolli... Dziwnie się bez niego czuje. Rozumiesz?
Gruby oberzysta poczestowal przyjaciela spojrzeniem, w którym pogarda walczyła zawziecie z politowaniem.
- No popatrz, Wilku...W swojej naiwności sądziłem, że dość masz miecza i tego, co się wiąże z jego posiadaniem. Jeszcze ci mało krwi? Na co tedy była jej śmierć?
Był niemal tak szybki jak kiedyś. Palce miał niemal tak silne jak wtedy. Nadal działały na wzór żelaznego imadła.
Messer przyciągnął gospodarza przez stół, zbliżył czerwoną z braku powietrza twarz przyjaciela do swojej.
- Nie waz się, Bertolli. Nie śmiej wycierac Nią gęby. - Oczy bialowlosego przypominały teraz dwie bezdenne studnie, w których miast wody kłebilo się szaleństwo. Czysty, odwieczny obłęd...
- Czy doprawdy nie domyślasz się, po co mi bron? Myślisz, że śmierć Bleake zmieniła cokolwiek? Nadal na mnie polują, jestem pewny. I dotrą do mnie prędzej czy później. Nie mam nikogo prócz ciebie. Pojmujesz idioto?
Jesteś jedyną osobą na której mi zależy. To oczywiste, że będą próbowali Cię zabić
Że zanim to uczynią, będą Cię torturowac A twoje truchło porzuca tak, bym mógł je znalezc. Bym mógł rzucić okiem na szereg obrażeń. Bym pojal rozmiar bestialatwa, jakiego się wobec ciebie dopuszcza. Dlatego potrzebuje porządnego kawałka żelaza. Postaraj się tedy, przyjacielu. Nie będę zabijał za ciebie byle jakim rożnem.

- Jatagan. Elfia głownia, gnomie wykończenie. Krasnoludzka pochwa i oprawa rękojeści.
Klinga skuwana warstwowo. Grzbiet miękki, ostrze twarde. Azurowa rekojesc, jelec niewielki i raczej słabo chroniący palce.
Elfie klingi przystosowane są do mniejszych, drobniejszych dłoni.
Mistrz Ethenthal przerwał tyrade, wiedziony niemym podziwem dla maesterii bialowlosego.
Nie ulegało wątpliwości, ze ramię wywijajace syczacego mlynca należało do profesjonalisty. Płynność z jaką nieznajomy przeszedł z cięcia do gardy, robiła wrazenie. Płatnerz mimowolnie zacmokal z uznaniem.
Messer zwazyl klinge w dłoni, przesunął wzdłuż zbrocza nieruchomymi oczyma mordercy. Znać było, że jest pod wrażeniem. Że dokonał wyboru.
- Całkiem przyzwoity kawałek żelaza, mistrzu. Całkiem zgrabnie spreparowana brzytew. Lepszej chyba, jak Kontynent długi i szeroki, raczej nie trafię. - Bialowlosy milczał chwilę. Zdaje się, że utonął we wspomnieniach. Kto wie, może cofnął się do lepszych czasów
- Miałem kiedyś lepsza klinge, Ethenthal, wierz mi.
- Co z nią tedy?
Paskudne, bezduszne jak u gada slepia na ułamek sekundy zyskały ludzki odcień. Bertolli przysięgłby, że dojrzał w nich coś..
Coś jakby łzę.
- Co z nią, pytasz? - Głos Messera trącił hurgotem zamykanej krypty. Niósł się w nim huk płomieni i wrzask mordowanych. Płatnerz natychmiast pozalowal zadanego pytania
- Został w piersi kobiety, którą nim przeszylem. I skonał wraz z nią.
Bialowlosy schował Jatagan do pochwy
- Diabli niech porwa tą gadke. Diabli niech porwa moja zasrana duszę! Zapłać, Bertolli. Bez dyskusji i targowania


« Poprzedni profil Następny profil »

Lista graczy | Osiągnięcia | Generator imion | Generator rzutu kością

© 2021 Vallheru based on Vallheru Engine | Regulamin | Polityka prywatności